14 lekcji na temat prowadzenia biznesu po przejściu ponad 250 km pieszo

Wpis w: Miękki startup
Camino, czyli piesza trasa do Santiago de Compostela jest trochę jak biznes. Może niektórzy pomyślą, że nie wypada mówić o biznesie w kontekście Camino. Myślę że niezależnie od intencji z jaką się tam idzie można wyciągnąć wnioski przydatne w różnych dziedzinach życia. A że biznes ma sporo wspólnego z podróżą, to przyszło mi do głowy 14 lekcji.
Przeszliśmy ponad 250 kilometrów z Porto w Portugalii do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Dziennie pokonywaliśmy od około 20 do prawie 40 kilometrów (także w deszczu – jeden dzień cały czas padało), dużą cześć nad oceanem. Trasę pokonaliśmy w 9 dni. Mieliśmy ze sobą tylko to, co zmieściło się w plecakach. Pranie robiliśmy, gdy znaleźliśmy jakąś pralnię, średnio co drugi dzień. Spaliśmy najczęściej w tzw. albergach za kilka euro za noc, czyli miejscach dla pielgrzymów, najczęściej w pokojach wieloosobowych. Niektórzy śpią za darmo, bo biorą ze sobą namiot. Jedzenie robiliśmy sami z tego, co znaleźliśmy w markecie albo szliśmy kupić coś na miejsce (czasami były naprawdę pyszne rzeczy).
A oto lekcje:
1. Nie zawsze jest tak jak oczekujesz.
Pierwszy raz na taką wyprawę wybraliśmy się dwa lata temu. Szliśmy wtedy trochę dłuższą trasą, w całości w Hiszpanii. W dniu przylotu do Madrytu o północy było 40°C. Któregoś dnia podczas podróży temperatura spadła prawie do 0°.
Teraz miałem nadzieję że nie będzie aż tak ekstremalnych temperatur. Szczególnie że prognoza pogody podawala raczej słońce i ponad 20°C. Pierwsze pięć dni faktycznie było super, ale szóstego dnia w sobotę zaczęło padać. Woda wylewała nam się z butów i ze spodni, było nam strasznie zimno. Cały czas wiatr wiał. Najgorsze jednak było to, że prognoza pogody na cały kolejny tydzień wyglądała tak:
Mocno podcięło mi to skrzydła i w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy na pewno dojdziemy do końca…
2. Najgorsze może okazać się być najlepsze.
Ale mimo najtrudniejszej pogody to właśnie ten dzień był jednym z najfajniejszych. Szliśmy wtedy szeroką plażą z widokiem na ocean. Nad plażą unosiła się mgiełka z piasku. Widok był jakby nie z tej ziemi. Wiatr mocno wiał, ale w nasze plecy i właściwie pomagał nam. Pomimo że było najtrudniej to naprawdę bardzo dobrze ten dzień wspominamy.
Warto doceniać to, co się ma. I zaufać, że czasem trudne informacje ostatecznie mogą okazać się błogosławieństwem.
3. Czasami strach ma tylko wielkie oczy.
Prognoza pogody jest tylko prognozą. Następnego dnia obudziliśmy się i okazało się, że pogoda jest już zupełnie inna. Znów trafiliśmy na trasę nad oceanem, teraz dużo bardziej zieloną. Było ciepło i słonecznie, wszystko nam się wysuszyło.
Znowu uwierzyłem że spokojnie możemy te trasę pokonać.
W podróży i biznesie często okazuje się, że złe wieści nie zawsze się sprawdzają. Nie raz byłem przerażony tym, co mnie czeka, a ostatecznie okazywało się, że jest całkiem dobrze.
4. Czasem niewiele potrzeba żeby zrobić super rzeczy. Przynajmniej żeby je zacząć.
Jak zakładałem startup, to przerażało mnie ile pieniędzy i wysiłku potrzeba, żeby ten pomysł doprowadzić do końca. Wszystko wydawało mi się bardzo skomplikowane. Przerażała mnie liczba rzeczy którymi trzeba zajmować się naraz prowadząc firmę.
W pieszą podróż do Santiago wybraliśmy się tylko z tym, co zmieściło się na naszych plecach w dwóch plecakach.
Po drodze oczywiście trzeba było kupować jedzenie, znaleźć jakiś nocleg, umyć się itd. Ale zasadniczo to, co mieliśmy w plecakach było wystarczające, żeby zacząć tę podróż. Na bieżąco zastanawialiśmy się tylko czego potrzeba nam konkretnego, jednego dnia.
Najważniejsze w biznesie i w takiej podróży jest odpowiednie nastawienie do wyzwań. Często wystarczy tylko to, co jest właśnie teraz dostępne.
5. Od czasu do czasu warto mocno obniżyć sobie standard życia.
W trakcie podróży czasami spaliśmy w takich warunkach:
W Kuchni spotykaliśmy takie robaki:
A droga wyglądała tak:
I było super 🙂
To pokazuje jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia.
Ci którzy odnieśli duży sukces finansowy często z rozrzewnieniem i sympatią pokazują zdjęcia z początku działalności. Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do wygody. Nie chodzi o to że bogactwo jest złe. Ale warto sobie przypominać że to nie jest potrzebne żeby być szczęśliwym.
Nie zawsze w biznesie wszystko idzie jak po maśle. Kiedy jest trudniej warto przemyśleć swoje dotychczasowe działania i strategie. Może warto popracować nad zmniejszeniem kosztów, może inaczej szukać nowych klientów albo oferować inne produkty? Ten trudny czas skłania do refleksji i może przynieść bardzo dobre owoce.
6. Siła pędu bardzo pomaga w pokonywaniu drogi.
O sile pędu w biznesie pisał polski startupowiec Lech Kaniuk. Faktycznie istnieje coś tak jakiego jak momentum, pewna siła, którą gdy nada się zespołowi w firmie, to pomaga pokonywać nawet największe trudności.
Dopóki szliśmy nie czuliśmy tak bardzo zmęczenia i odcisków i można było iść nawet długie kilometry. Ale gdy się zatrzymywaliśmy, wszystko na nowo zaczynało boleć.
7. Ale bez przerw nie da się przejść całej trasy.
Któregoś razu po całym dniu chodzenia wziąłem prysznic, położyłem się w łóżku o 18:00 i kompletnie odpłynąłem na dwie godziny. Zupełnie mnie ścięło. Obudziłem się, zjadłem kolację, poszedłem spać i spałem do rana.
Nie da się prowadzić startupu non stop na wysokich obrotach. Są tygodnie bardziej angażujące, ale kiedyś trzeba odpocząć.
8. Twoja ciężka praca otwiera innych na pomaganie Ci.
Kiedy w ten najbardziej deszczowy dzień mijaliśmy ludzi idąc z ciężkimi plecakami, to miałem poczucie, ze inni bardzo się z nami solidaryzowali i mieli większą otwartość na pomoc. Pewien właściciel kawiarni zaproponował nam darmową kawę dla każdego z nas!
Mam wrażenie, ze podobnie jest w biznesie. Oczywiście ważne są efekty, ale w ich osiągnięciu pomaga po prostu zaangażowanie i ciężka praca. Inni, widząc Twoją pracę, są bardziej skłonni, żeby pomóc Ci w osiągnięciu celu.
9. Zaakceptuj swoje ograniczenia i słabości.
Jedni mogą więcej ode mnie, inni mniej. Niektórzy idą kilka tysięcy kilometrów, inni mają dosyć już po pierwszym dniu.
Staram się porównywać siebie tylko ze sobą z wczoraj. Jeśli komuś wychodzi coś lepiej, to się tym inspiruję i zastanawiam co i jak robi inaczej. A jeśli komuś wychodzi coś gorzej, to staram się pomagać, jeśli tego chce.
Nie zawsze wszystko idzie jak po maśle. A wręcz czasami jest beznadziejnie. Na Camino staraliśmy się przesuwać trochę swoją granicę, docierać do swoich słabości. Ale nie za bardzo ją przekraczać. To nam pozwalało zrozumieć jakie są nasze możliwości w tym momencie. Gdybyśmy na jeden dzień wybrali za długą trasę, mogłoby nam strzelić kolano i nie dalibyśmy rady dojść do końca.
10. W drodze warto upewniać się czy idzie się w dobrym kierunku.
Trudno byłoby nam dojść do celu nie wiedząc w którym kierunku iść. W danym momencie wystarczy znać krótki odcinek, przynajmniej do najbliższego skrzyżowania. Camino jest fajnie oznaczone, na trasie cały czas są strzałki z liczba kilometrów do celu. Wystarczy za nimi podążać, nie trzeba nawet za dużo myśleć. Ale wystarczy ze straciliśmy z oczu jedną z nich albo przestaliśmy ufać, że pokazują dobry kierunek (bo wyglądało na przykład jakby trasa zaczęła zawracać – potem się okazywało, ze tylko na moment, żeby ominąć jakaś przeszkodę) i wtedy każde sto metrów zajmowało duuuuużo więcej czasu i nerwów. Zaczęliśmy się zastanawiać czy to na pewno dobry kierunek, próbować inne szlaki, traciliśmy czas i energię.
Tak samo jest w biznesie. Mając jakiś cel w głowie (np. stworzenie jakiegoś produktu) dużo łatwiej jest przejść tę drogę w jakiś sposób ten pomysł weryfikując. To może być rozmowa z potencjalnymi klientami, nagrody, a najlepszym potwierdzeniem będzie sprzedaż prototypu albo użytkownicy, którzy sami z siebie korzystają z produktu.
11. W biznesie najważniejsze jest poznanie prawdziwych potrzeb klienta.
Jak to się ma do Camino?
Ludzie idący na Camino myślą przede wszystkim o trzech rzeczach – odpoczynku, jedzeniu i pieczątkach (do specjalnego paszportu) potwierdzających, że przeszło się dany odcinek drogi.
Ci dwaj chłopacy na zwykłej ławce w lesie wbijali ludziom pieczątki do paszportu, sprzedawali banany (właśnie je wszystkie wyprzedali) i pozwalali odpocząć na ławce. A żeby zbudować zaufanie, to pokazywali paszporty, które udowadniały, ze sami przeszli Camino 🙂
12. Każdy inaczej przechodzi drogę.
Niektórzy wstają o 5 rano, dochodzą do kolejnego przystanku przed południem, a potem całe popołudnie odpoczywają. Inni wychodzą koło 9 lub 10 i docierają na miejsce wieczorem. Jeszcze inni niektóre odcinki przejeżdżają autobusem. Niektórzy idą po 40 kilometrów dziennie, inni po kilkanaście. Jedni zaczepiają wszystkich po drodze, a inni milczą. Każdy ma swój sposób na Camino. I każdy może być dobry.
13. Nigdy nie trać nadziei.
Najdłuższa trasa jednego dnia miała prawie 40 km. Gdy zbliżaliśmy się do celu, dzwoniliśmy w różne miejsca z pytaniem, czy znajdzie się dla nas nocleg. Wszędzie wszystko było już zajęte albo bardzo drogie. Było już blisko 21:00 i baliśmy się, że nie będziemy mieć gdzie spać.
Ostatecznie okazało się, że po drodze trafiliśmy na bardzo niepozorne miejsce, które okazało się prywatnym domem jakiegoś właściciela winiarni. To było najlepsze miejsce, w jakim spaliśmy. Cicho, przy strumyku, z jedzeniem i winem z ogródka (arbuz z ogródka :)…
14. Nawet trudna podróż może być piękna.
Może wcale nie chodzi o cel ale o drogę?…

    Czy opłaca się robić biznes w Afryce?
    Podsumowanie konferencji South Summit w Madrycie