„I będziesz się rozwijać”, czyli o innowacjach w Izraelu

Wpis w: Miękki startup

Miałem to szczęście być w Izraelu. Zawsze kojarzył mi się raczej z początkami judaizmu i chrześcijaństwa, rygorystycznym przestrzeganiem zasad religijnych oraz z… wojnami. Nie myślałem o Izraelu jak o państwie innowatorów. 


Odkąd zacząłem prowadzić startup, wciąż odkrywam, jak wiele innowacyjnych projektów powstało w tym kraju. Kilka lat temu brałem udział w akceleratorze Kickstart w Zurychu w Szwajcarii. Spotkałem tam zarówno ortodoksyjnych Żydów w tradycyjnych strojach oddających się regularnej modlitwie, jak i Żyda, który założył startup i nie przywiązywał już tak dużej wagi do religii w swoim życiu.

Nie chciałbym się jednak w tym wpisie skupiać na religii ani polityce. Okazuje się, że Izrael jest kolebką innowacyjności.

Niedawno zakończyliśmy program akceleracyjny Startup Nation Startups Bootcamp V4 współorganizowany przez ambasadę Izraela. W ramach podziękowań otrzymaliśmy książkę “I będziesz się rozwijał. Izraelska innowacyjność, która zmienia świat” napisaną przez Avi Jorischa. Nawiązanie do 10 przykazań jest nie tylko w tytule – rozdziały poprzedzone są cytatami z Pisma Świętego. Ale potem autor skupia się wyłącznie na technologii.

Avi Jorish urodził się w rodzinie, która przeżyła Holocaust. Wychowywał się głównie w Nowym Jorku, ale długie okresy dzieciństwa spędził w Izraelu – zarówno jako nastolatek, jak i dorosły. W 2001 przeniósł się do Waszyngtonu. Pracował w polityce, skupiając się na radykalnym islamie, terroryzmie i nielegalnych finansach. Doprowadził m.in. do znacznego ograniczenia mediów Hezbollahu w kanałach satelitarnych, które w programach telewizyjnych promowały wojny psychologiczne przeciw “syjonistycznemu wrogowi”, misje samobójcze, ideologię nienawiści i ekstremizmu.

Chciał się jednak zajmować czymś więcej niż polityką. Założył startup skupiający się na oprogramowaniu do zgodności bankowej i dotrzymywaniu sankcji. Zdobył fundusze na rozwój, ale firma się nie utrzymała. W końcu założył firmę IMS świadczącą usługi handlowe, która pomaga firmom w zmianie struktury opłat i zapewnianiu zgodności z przepisami dotyczącymi kart.

Książka jest jego ostatnim dziełem. Spośród wielu przełomowych innowacji, które powstały w Izraelu, Avi Jorisch wybrał kilkanaście, które jego zdaniem są najciekawsze. Nie chcę opowiadać o każdym z nich – zachęcam do przeczytania książki – ale niektóre krótko opiszę.

Żelazna kopuła

Od 2001 roku spadające rakiety stały się niemal codziennym wydarzeniem w południowym Izraelu, gdy Hamas wystrzeliwał pociski w stronę Serdot i innych izraelskich miast. Wojsko bardzo potrzebowało rozwiązania problemu ataków rakietowych, ale nikt nie widział sposobu. Później to zadanie przypadło Danny’emu Goldowi, urzędnikowi IDF odpowiedzialnemu za opracowywanie nowych systemów broni. Miał nadzieję na opracowanie systemu, który mógłby przechwytywać pociski w locie.

Wcześniej w latach 80-tych prezydent USA Ronald Reagan proponował system antyrakietowy w kosmosie. Technologia była jednak tak skomplikowana, że późniejsi prezydenci zaprzestali finansowania projektu. Pewnie dlatego wielu uważało Golda za szaleńca. Rakieta ma długość kilku metrów, szerokość jednego metra, leci nierównym torem i może uderzyć w miasto w ciągu kilku sekund. Gold jednak nie ustępował.

Trafił na izraelską firmę Rafael Advanced Defense Systems, która zajmowała się technologią obronną. Firma przydzieliła zadanie starszemu inżynierowi Hanochowi Levine’owi wymyślenia sposobu na poradzenie sobie z pociskami krótkiego zasięgu. Gdy Levine otrzymał zadanie, zadzwonił do żony i powiedział, że prawdopodobnie przez najbliższe pięć lat się nie zobaczą. Niewiele się mylił. 

Po trzech miesiącach Levine przedstawił koncepcję projektu Goldowi, a ten po miesiącu rozważań wybrał zespół Levine’a i dał mu kontrakt na początkowo 5 milionów dolarów. Drugie tyle dołożył prezes firmy. Był to ułamek tego, ile faktycznie system miał kosztować, ale postanowili zacząć pracę.

Zespół pracował w zmianach przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Pierwsza faza rozwoju trwała kilka lat i nie było dnia, żeby Levine wrócił do domu przed 23 – nawet w weekendy. Przez trzy lata nie wziął ani jednego dnia wolnego.

Ich celem było zbudowanie rakiet, które wraz z systemem radarowym i systemem sterowania i analizy danych byłyby wystrzeliwane w kierunku rakiet przeciwnika i zestrzeliwały je. System miał obliczać z wysokim stopniem precyzji gdzie przewidziane jest uderzenie nadlatującego pocisku i czy jest to obszar strategiczny lub gęsto zaludniony. Następnie miał wystrzeliwać pocisk by trafić w powietrzu w rakietę wroga.

Dodatkowym wyzwaniem było to, że koszt takiego pocisku powinien wynosić mniej więcej 1/10 ceny przeciętnej rakiety, która kosztuje około pół miliona dolarów. W przeciwnym wypadku koszt rakiet przechwytujących mógłby doprowadzić Izrael do bankructwa. 

To ograniczenie doprowadzało inżynierów do poszukiwania tańszych rozwiązań. Gdy cięto koszty projektu skorzystano m.in. z podzespołów w samochodzikach zdalnie sterowanych ze sklepu Toys R Us – spełniały swoje zadanie, a były bardzo tanie.

Projekt nazwano Żelazna Kopuła. W pewnym momencie zespołowi skończyły się środki, a mieli jeszcze niewiele do pokazania. W 2007 roku minister obrony Amir Perec przekazał 10 milionów dolarów na projekt. Pod koniec 2007 roku po burzliwych negocjacjach z Ministerstwem Obrony IDF przyznało dodatkowe 200 milionów dolarów. 

Gdy system był już gotowy do uruchomienia w 2009 roku, Izrael nie miał wystarczającej liczby baterii do wystrzelenia pocisków ani znaczącej liczby pocisków, z których każda kosztowała 75 000 dolarów. Na pomoc przyszedł prezydent USA Barrack Obama, który zwrócił się o pomoc do Kongresu o przyznanie 205 milionów dolarów na rozmieszczenie baterii Żelaznej Kopuły w Izraelu.

Pierwsze testy przeprowadzono na początku 2009 roku na pustyni Negew. Inżynierowie zaczęli obstawiać wynik testów. Podzielili się na trzy grupy – jedna szacowała, że pocisk minie wrogą rakietę o co najmniej 800 metrów, druga, że minie o 90 metrów, a trzecia, że minie o 9 metrów.

Wystrzelono wrogą rakietę i rozpoczęto odliczanie dla Żelaznej Kopuły. Nic się nie stało – Żelazna Kopuła w ogóle nie zareagowała. 

Powtórzono test – znowu nic. Zespół był załamany, w szczególności Levine.

W ciągu 24 godzin znaleziono usterkę – ktoś źle założył jeden z drutów w Żelaznej Kopule. Tydzień później postanowiono powtórzyć testy. Ponownie zaczęto obstawiać zakłady. Wystrzelono wrogą rakietę, po chwili zareagowała Żelazna Kopuła i wystrzeliła swój pocisk. Wszyscy wstrzymali oddech. Nagle oba pociski pokazały się na ekranie i zderzyły się. System działał!

Do marca 2011 roku Żelazna Kopuła była w pełni gotowa do bitwy. System mógł z powodzeniem przechwytywać rakiety, pociski artyleryjskie z moździerzy, samoloty, helikoptery, drony i wszelkiego rodzaju pociski w zakresie 40 mil. Działał w trakcie burzy piaskowej, deszczu, mgły. Tylko do października 2014 roku strącił ponad 1200 rakiet. Stopień sukcesu Żelaznej Kopuły wynosi prawie 90%.

Na poniższym filmie widać jak Żelazna Kopuła strąca jedną z rakiet podczas wesela w Izraelu:

 

Spójrz też na to nagranie, na którym widać ogromną liczbę rakiet przechwyconych przez Żelazną Kopułę w ciągu jednej minuty:

W izraelskim świecie politycznym Gold został bohaterem, a w 2012 roku Izrael przyznał jemu, Levine’owi i siedmiu innym inżynierom prestiżową nagrodę Defense Prize. 

Żelazna Kopuła jest elementem obronnym i pomaga chronić mieszkańców. Nowe technologie informatyczne, w tym sztuczna inteligencja są jednak coraz częściej wykorzystywane do tego, żeby szybciej pokonać przeciwnika albo zwielokrotnić jego straty. Izrael przyznał się niedawno, że przeprowadził pierwszą wojnę prowadzoną przez sztuczną inteligencję. Wykorzystywał superkomputery i sztuczną inteligencję podczas ostatniego konfliktu z Hamasem w Strefie Gazy. Chcąc nie chcąc takie innowacje będą coraz częstsze w przemyśle wojskowym.

ReWalk – egzoszkielet dla sparaliżowanych

Niedawno szczęśliwie nasz projekt CodeAll – chatbot nauki programowania – został wybrany do najlepszej 10-tki startupów w programie akceleracyjnym Huawei Startup Challenge. Pierwsze miejsce zdobył startup Wheelstair, który zbudował dostawkę do wózka inwalidzkiego pozwalającą na pokonywanie inwalidom schodów. 

W Izraelu powstało z kolei urządzenie, które pozwala chodzić sparaliżowanym.

Dr Amit Goffer z Izraela jest przedsiębiorcą – założył firmę produkującą urządzenia do rezonansu magnetycznego. Pewnego dnia w 1996  roku wynajął quady dla siebie i swoich dzieci. Niestety hamulce w pojeździe Goffera nawaliły – wypadł z drogi, uderzył w drzewo i złamał kark o gałęzie. Miał na co dzień do czynienia z branżą medyczną, więc dobrze wiedział z czym wiąże się niepełnosprawność. Wiedział, że już nigdy nie będzie chodził.

Był sparaliżowany od połowy pleców w dół. Na nowo uczył się myć zęby oraz pisać. Najmocniej cierpiał psychicznie. Dostawał silne dawki środków przeciwbólowych i innych leków, które utrudniały mu myślenie. Spadł mu iloraz inteligencji, mówił: „czuję się głupi.”

Nie poddawał się jednak i w 1997 roku szpital odesłał go do domu, a niedługo później przestał brać leki. Mgła w głowie się rozwiała, odzyskał zdolność myślenia, a im bardziej zastanawiał się nad tym jak paraliż odebrał mu kontrolę, tym bardziej chciał to zmienić.

Jego motywacją stało się danie osobie niepełnosprawnej urządzenia, za pomocą którego ktoś mógłby pójść do kina, teatru albo restauracji nie pytając wcześniej czy są tam schody. Stało się to jego obsesją.

Pierwsza udokumentowana informacja o urządzeniu podobnym do dzisiejszego wózka inwalidzkiego pochodzi z 16-ego wieku, gdy korzystał z niego król Hiszpanii Filip. Kolejna innowacja pojawiła się dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy Dean Kamen wspólne z firmą Johnson & Johnson zbudował iBOTa, czyli wózek inwalidzki, który podobno był w stanie wjeżdżać i zjeżdżać ze schodów. Było to coś podobnego do polskiego startupu Wheelstair z tą różnicą, że Wheelstair jest dużo tańszy i jest dostawką do dowolnego wózka. iBOT nie przyjął się – kosztował aż 25 000 dolarów, ale też okazało się, że schody były jednak dla niego zbyt dużym wyzwaniem.

Goffer nie mógł uwierzyć, że tak mało produktów powstało na tym rynku. Postanowił zbudować coś na kształt egzoszkieletu, do którego wchodziłaby osoba sparaliżowana i mogła chodzić.

W 2004 roku, 7 lat po swoim wypadku, Goffer skończył konstrukcję swojego pierwszego urządzenia: egzoszkieletu obejmującego nogi użytkownika, z kulami, które go stabilizują przy chodzie. Za pomocą pilota przy nadgarstku sparaliżowani mogą kontrolować swoje ruchy. Kule pomagają we wchodzeniu po schodach i stabilizują ciężar. Goffer nazwał swój projekt ReWalk.

Przez następnie dwa lata Goffer ciągle pracował nad urządzeniem, zmniejszając jego zużycie energii i wagę. W 2006 roku został przyjęty do prestiżowego izraelskiego Technion Incubator, które pomaga startupom we wczesnych fazach rozwoju i otrzymał grant na dalszy rozwój.

W tym samym roku przemawiał na konferencji poświęconej robotyce w Zurychu. W czasie wystąpienia pokazał filmy, na których niepełnosprawna kobieta używała ReWalk. Wielu uczestników konferencji podeszło sceptycznie do nagrania albo uznała film za podróbkę. Jeden z profesorów napisał krótki list do Goffera prosząc o film, w którym testująca ReWalk kobieta chodzi bez urządzenia. Sugerował, że nagranie było oszustwem. Było to trudne doświadczenie.

Przez kolejne cztery lata Goffer pracował nad urządzeniem i w końcu zyskał pewne zainteresowanie. W 2010 roku nawiązał współpracę z Veterans Affairs Rehabilitaion, Research & Development National Center of Excellence for the Medical Consequences of Spinal Cord Injury w Nowym Jorku. Lekarze i pielęgniarki były bardzo sceptycznie nastawione i nie wierzyły, że urządzenie działa tak, jak jest opisywane. Mimo to Goffer poleciał.

Gdy testujący ReWalk przeszedł przez schody, a potem długi korytarz, obserwujące go pielęgniarki nie wierzyły, że jest naprawdę sparaliżowany. Dopiero gdy zdjął egzoszkielet, a obserwujący zobaczyli zwiotczałe stopy – jasny objaw paraliżu – uwierzyli, że prezentacja nie była oszustwem.

W maju 2012 roku Claire Lomas, która została sparaliżowana pięć lat wcześniej podczas zawodów jeździeckich, użyła ReWalk do pokonania 42 kilometrów maratonu w ciągu 16 dni. To dało duży bardzo rozgłos urządzeniu.

Dzisiaj ReWalk jest dopuszczony do sprzedaży w Europie i USA, a na całym świecie ma 400 użytkowników, w tym amerykańskich policjantów i weteranów. Goffer wprowadził spółkę na nowojorską giełdę, co dało mu miliony na dalsze badania i rozwój. Za biurkiem w jego gabinecie znajduje się jego fotografia z rękami uniesionymi w geście zwycięstwa z pacjentami na nowojorskim Times Square w dniu, gdy firma weszła na giełdę.

Niestety – ReWalk jest drogi. Kosztuje od 69 000 do 85 000 dolarów, więc kupno urządzenia nie jest możliwe dla uboższych pacjentów. Co więcej, urządzenie nie pomogło samemu Gofferowi. Aby korzystać z ReWalk, pacjenci potrzebują pełnej kontroli nad górną częścią ciała, a tego Goffer nie ma.

Ma 62 lata, ale nie zrezygnował ze swojego marzenia, by znowu chodzić. Pracuje nad swoim najnowszym urządzeniem, UpNRide, które jest urządzeniem typu Segway i pozwala w pełni sparaliżowanym poruszać się na stojąco. Dwa miesiące po przeprowadzeniu wywiadu przez autora książki z Gofferem, Goffer użył tego nowego urządzenia przed swoim domem w Yokneam. Stanął na własnych nogach po raz pierwszy od 18 lat.

Inne historie

W książce znajdziesz wiele innych inspirujących historii. Przeczytasz np. o pompie ciepła wymyślonej przez izraelskiego fizyka i inżyniera Harry’ego Zvi Tabora. Wcześniej podobne urządzenie budował w Los Angeles William J. Bailey, ale jego firma zbankrutowała. Tabor też nie miał łatwej drogi. Pomimo aplauzu ze strony urzędników państwowych, dużego zainteresowania na konferencjach i oczywistego dostępu do światła słonecznego w Izraelu, trudno było wprowadzić pompę ciepła na rynek.

Dopiero prawie 20 lat po rozpoczęciu swoich prac nastąpił przełom. Syria i Egipt zaatakowały Izrael z zaskoczenia w 1973 roku. Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) nałożyła embargo na ropę wobec Kanady, Japonii, Holandii, Zjednoczonego Królestwa oraz USA. Nastąpiła światowa recesja i wielka inflacja. W 1976 roku Kneset, organ prawodawczy Izraela, przyjął ustawę wymagającą, aby każdy budynek zbudowany po roku 1980 miał słoneczne kolektory wodne. 

Dzisiaj około 90% wszystkich gospodarstw domowych w Izraelu stosuje wynalazek Tabora. Szacuje się, że jego urządzenie oszczędza Izraelowi 8% zużycia energii, co jest równe mocom 900-megawatowej elektrowni.

W Izraelu powstało też wiele innowacji informatycznych. Firewall firmy Check Point, który dzisiaj chroni ponad 100 000 firm, w tym 94% firm z listy Fortune 100 i niemal każdy rząd na całym świecie. 

Waze z kolei to jedna z najlepszych nawigacji do ruchu ulicznego, która została kupiona przez Google za prawie miliard dolarów.

Obecnie w Izraelu działa ponad 6000 startupów. Wiele z tych historii potwierdza słowa byłego prezydenta USA Calvina Coolidge, który podobno tak podsumował wagę ciężkiej pracy:

Nic w świecie nie może zastąpić wytrwałości. Talent nie wystarczy, nic nie jest bardziej powszechne niż ludzie z talentem, a bez powodzenia. Geniusz nie wystarczy – nieuznany geniusz jest niemal przysłowiowy. Edukacja nie wystarczy – świat jest pełen wykształconych nieudaczników. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne.

    Jak zbudowaliśmy aplikację mobilną do komunikacji dla Volkswagen Poznań?