,,To się nie uda”, “Ludzie Cię okradną”, ,,Nie można mieć zaufania”.

Takie i inne ,,dobre rady” słyszane od ludzi powtarza mi Mateusz, kiedy rozmawiamy o jego doświadczeniach z prowadzeniem turkusowej firmy. ,,Ludzi trzeba kontrolować.”

Brzmi znajomo? Idee stojące u podstaw turkusowej organizacji dla wielu mogą się zdawać nie mieć nic wspólnego z biznesem. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj:

https://turkusowystartup.pl/turkusowy-startup-wstep-cz-1/ 

Zaufanie do współpracowników i współpracowniczek. Wspólne dzielenie odpowiedzialności. Utrzymywanie transparentności finansowej. Dbanie o przestrzeń na otwartą komunikację. Omawianie problemów i pomysłów. Brak formalnych stanowisk i kontroli.

Więc co? Wolna amerykanka?

Jak mówi klasyk – nic bardziej mylnego. Turkusowa firma jak każda firma musi zarabiać. No, może prawie, wiele znanych startupów nie zarabia, a dynamicznie się rozwija. My postawiliśmy jednak za cel zarabianie. Dlatego jak w każdym innym biznesie wyznacza się tutaj cele i pilnuje ich osiągania.  

By je realizować pracownice i pracownicy przyjmują ustalone zakresy odpowiedzialności, a prezes czuje odpowiedzialność za pracę i funkcjonowanie całej firmy.  To on w pełni formalnie odpowiada za działanie spółki. 

 

Złap mnie, jeśli potrafisz

Niektórym może się wydawać, że ludzie bez kontroli, bez „kija i marchewki” nie będą czuli się zobowiązani, by robić cokolwiek. Nie są do końca w błędzie.

Sekret polega na tym, że zewnętrzne naciski i kontrolowanie odbierają osobom wewnętrzną motywację, natomiast gdy ludzie czują zaufanie i autonomię, są skłonni wziąć większą odpowiedzialność za swoje zadania. Dlatego model turkusowej organizacji może okazać się bardzo efektywny.

Brak kontroli nie oznacza jednak, że nikt nic nie wie i przed nikim nie odpowiada. Działania w firmie są na bieżąco monitorowane. Pracownicy sami deklarują, ile czasu poświęcili na określone zadania, kiedy i gdzie zobowiązują się je wykonać.

Pracowałam kiedyś w miejscu, gdzie szefowa zamontowała kamerę, by sprawdzać, czy zatrudnione osoby nie siedzą w trakcie pracy. W efekcie pracowniczki przesunęły krzesło w miejsce, którego kamera nie obejmowała i siadały tak, by nie można ich było zobaczyć. 

To częste. Szefowie wymyślający nowe sposoby kontrolowania i podwładni wymyślający nowe sposoby jak tą kontrolę obejść. W turkusowej firmie nie ma takiej potrzeby. Prezes (lub prezeska) nie wydzwania, nie sprawdza, ale darzy osoby, z którymi pracuje zaufaniem. 

Jeśli jakieś zadanie zdaje się pochłaniać za dużo czasu, zainteresowane osoby wspólnie szukają przyczyn takiego stanu rzeczy i proponują rozwiązania. Zgodnie z wyznawaną zasadą otwartej i szczerej komunikacji.

 

Jakie są stanowiska?

Wspomniałam o braku formalnych stanowisk. Skąd więc wiemy co robić?

Zgodnie z zasadami turkusowej organizacji pracownicy w firmie przyjmują określone role. Zmieniają się one dynamicznie zgodnie z potrzebami firmy i umiejętnościami osób pracujących. Ważniejsze od tytułów i dyplomów jest to, co możesz wnieść do zespołu.

Przykład z własnego podwórka.

Zuzia zaczęła pracę w Expansio pomagając przy „ogarnianiu dokumentów”. Szybko okazało się jednak, że potrzebuje bardziej kreatywnego zajęcia. Ze względu na kierunek studiów i umiejętności została potrzebnym wtedy w firmie wewnętrznym grafikiem. 

Po czasie okazało się, że Zuzia w przeszłości lubiła być liderką różnych grup. W miarę jak firma się rozrastała, zaczęła w Expansio kierować małym zespołem osób, które tworzyły zbiór treningowy do algorytmów uczenia maszynowego. A później została dodatkowo menadżerką projektu informatycznego.

Wszystko to wynikało z bieżących rozmów na temat jej predyspozycji i tego, jakie role były do zagospodarowania w firmie.

Podczas rozmowy rekrutacyjnej w Expansio usłyszałam ,,najpierw powiedz mi coś o sobie, a ja powiem ci kogo szukamy”. Myślałam, że aplikuję na konkretne stanowisko (jeszcze nie wiedziałam, że ich nie ma). Zamiast tego staraliśmy się znaleźć role, w których mogę się przydać i odnaleźć najlepiej.

 

Porozmawiajmy o pieniądzach

Jednym z filarów turkusowego biznesu jest transparentność finansowa. Pracownik wie nie tylko o przychodach i wydatkach firmy, ale zdaje sobie sprawę kto, ile i za co zarabia.

Tak wiem, mnie też to zaskoczyło. W Polsce wciąż nie jesteśmy przyzwyczajeni do rozmawiania otwarcie o pieniądzach. Kiedy jednak opadnie w nas pierwszy dyskomfort, pomysł transparentności okazuje się mieć wiele plusów.

Ponieważ wszystko jest jawne nie ma miejsca na plotki czy domysły. Pracownicy widzą, że wynagrodzenie nie zależy od sympatii prezesa, ale odzwierciedla wkład, jaki osoba i jej praca wnoszą w działanie firmy. Wzrasta zaufanie. Osoby, które nie są zadowolone ze swoich zarobków wiedzą co muszą zrobić by je podwyższyć.

Transparentność tworzy również przestrzeń na wyrażanie wątpliwości, niezadowolenia i otwartą komunikację. Dzięki niej łatwiej osiągnąć porozumienie, bo mogę wprost usłyszeć z czego wynika wysokość mojego wynagrodzenia. Mogę też zainspirować się pracą koleżanek i kolegów, którzy zarabiają więcej.

I jeszcze jedno. To, co właścicielom firm często spędza sen z powiek, a czego pracownicy, którzy nigdy nie prowadzili własnych biznesów często nie są świadomi – koszty. Transparentność finansowa turkusowego biznesu pozwala pracownikom zauważyć koszty prowadzenia firmy oraz zatrudniania. 

Transparentność dotyczy w równym stopniu relacji firma – klient.

 

Czy we współpracy z korporacjami trzeba udawać, że pracuje się inaczej?

Ponieważ wiele firm ma inny niż turkusowy model działania, pojawiały się obawy, że wymusi to na Expansio zmiany w stylu pracy.

Tak się jednak nie stało.

Kontakt z klientami opiera się na tych samych zasadach co komunikacja wewnętrzna, czyli na zasadzie transparentności. Pracownicy informują na bieżąco na jakim etapie wykonywania jest projekt. Przedstawione zostają zadania związane z projektem i ich koszty, dzięki czemu cena jest bardziej zrozumiała. Mile widziana jest informacja zwrotna, co klientowi podoba się i nie podoba we współpracy.

Hierarchia, podwładni, liderzy

Po kilku latach doświadczenia z prowadzeniem turkusowej firmy jedna rzecz, o której Mateusz pisał wymaga doprecyzowania: „nie ma hierarchii ani podwładnych”. 

Zawsze potrzebna jest osoba, która będzie wyznaczać kierunek w firmie, analizować liczby, rozmawiać z pracownikami i sprawdzać, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Ta osoba, zwykle w firmach nazywana menadżerem czy szefem, utrzymuje również pewną wizję rozwoju firmy.

Są dwie ważne różnice względem tradycyjnego myślenia o takiej osobie. 

Po pierwsze rolą „szefa” nie jest zaganianie ludzi do pracy a prowadzenie i inspirowanie. To lider, który własnym przykładem i zaangażowaniem zachęca i motywuje pracowników. Bez tego praca w naturalny sposób rozwleka się i komplikuje. 

Po drugie osoba zostaje liderem ze względu na swoją wiedzę i doświadczenie, a niekoniecznie przez wykształcenie, wiek czy staż pracy. Zwykle te dwie rzeczy idą ze sobą w parze, jednak wcale tak być nie musi. Lider w turkusowym startupie jest nim tak długo jak długo zespół chce za nim podążać.

To naturalne, że każdy z nas ma trochę inne cele i poziom motywacji. Jedni dają z siebie 100% i chcą podbijać świat, podczas gdy innym zależy na fajnej pracy i ciekawych zadaniach, ale nie chcą się ponadprzeciętnie angażować. Obie te postawy i wszystko pomiędzy są zupełnie OK.

Choć oczywiście zarówno transparentność, jak i relacje w turkusowej firmie również mają swoje granice, zapewniają wzajemny szacunek i wysoki etos w miejscu pracy.

 

Co jest w tym wszystkim najważniejsze?

Tak naprawdę najważniejsze nie są jawność wynagrodzeń, brak formalnych stanowisk, dylemat kontrola vs monitoring. Chodzi o zaufanie i rodzaj relacji, które budzą w pracownikach chęć wzięcia odpowiedzialności za swoją pracę, a tym samym — za działanie firmy. 

Bo kiedy czujemy, że obdarza się nas zaufaniem, że jesteśmy partnerami do rozmowy — czujemy, że nasza praca ma sens. Zyskujemy i wspieramy wewnętrzną motywację, więc nam zależy. I jeśli dobrze rozumiem Mateusza to właśnie jest sedno idei prowadzenia turkusowej firmy.

To sedno sprawia, że pomimo nowych trudności, które możemy napotkać przy wdrażaniu takiego typu organizacji, turkus się sprawdza. I Expansio nie zamierza od niego odchodzić.

 

Kilka słów od Mateusza

Czuję potrzebę dodania na końcu tego posta kilku słów na temat turkusu w firmie. W firmie turkusowej są wyzwania, a nawet kryzysy, jak w każdej innej firmie. Firma turkusowa też może zbankrutować. Jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.

Jeden z moich błędów kosztował nas 300 000 zł. Nie chodziło o nieotrzymane zlecenie, które do nas nie trafiło np. przez niedopatrzenie, ale o pieniądze, które już mieliśmy już na koncie i mogliśmy nimi swobodnie dysponować. Z powodu błędnych decyzji, pieniądze straciliśmy.

W innym przypadku niedoszacowaliśmy wartość projektu i dołożyliśmy do niego kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Popełnialiśmy błędy rekrutacyjne, biznesowe i techniczne.

Bycie firmą turkusową nie sprawi, że problemy nie będą się pojawiać.

Wzajemne zaufanie w dobre intencje, granie do jednej bramki, jawność informacji, bieżące monitorowanie wyników i wyciąganie wniosków oraz otwartość komunikacji sprawia jednak, że łatwiej jest takie trudności wspólnie pokonać.

Czy to oznacza, że bezwarunkowo należy każdemu ufać, dawać zupełnie wolną rękę, nie monitorować postępów pracy? Myślę, że widać to w tym poście, że nie. Spójrz proszę na siebie – jeśli jesteś normalnym człowiekiem, to prawdopodobnie w życiu wielokrotnie zawiodłeś sam siebie. Założyłeś sobie, że coś zrobisz albo zachowasz się w określony sposób, a efekty często były zupełnie odwrotne.

I ja też wielokrotnie tak robiłem i w niektórych sferach nadal robię.

Nie jesteśmy maszynami. Mamy swoje słabości, niedociągnięcia, popełniamy błędy. Potrzebujemy wsparcia innych osób. Potrzebujemy informacji zwrotnej czy dobrze coś zrobiliśmy. Często wydaje nam się, że mamy świetne wyniki w pracy, ale ktoś bardziej doświadczony spojrzy i w jedną chwilę wskaże kilka błędów.

Prowadząc firmę wielokrotnie nie otrzymałem od różnych osób tego, na co się z tymi osobami umawiałem. To nie oznacza automatycznie, że przestaję tym osobom ufać. Może to wynikać z ich braku doświadczenia w szacowaniu ile jakieś zadanie może zająć. Być może te osoby źle oszacowały swoje kompetencje (czy raczej brak kompetencji).

Poszczególnym współpracownikom daję tym więcej wolności i większy kredyt zaufania, im większą czuję z ich strony odpowiedzialność i dyscyplinę. Wolność nie oznacza, że możemy robić co nam się podoba. Wolność pojawia się, gdy bierzemy odpowiedzialność za swoje życie i robimy to, co do nas należy.

Właśnie powstaje drugi post, w którym bardziej szczegółowo wyjaśniamy jakimi wartościami się kierujemy i co te wartości w praktyce oznaczają. Zaufanie czy odpowiedzialność są wartościami, które budowane są poprzez konkretne, codzienne czynności. Turkusowa firma to nie jest miejsce, w którym każdy robi co chce, nie ma żadnego porządku czy nikt przed nikim za nic nie odpowiada. Wręcz przeciwnie – im większe zaufanie, tym większa dyscyplina, porządek, ale też otwarta komunikacja, empatia i wiele innych, które wyjaśnimy już niedługo.

 

Joanna Szymyślik

Studentka psychologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W Expansio podjęła się copywritingu, ponieważ zaciekawiła ją idea turkusowej firmy, lubi pisanie i nowe wyzwania. W wolnym czasie maluje, rysuje i opiekuje się królikiem Biszkoptem.

Zostaw komentarz